Polacy grają w zielone

onettechnowinki

Energetyka wiatrowa jest jedną z najdynamiczniej rozwijających się branż polskiej gospodarki. Nie tylko sami inwestujemy w budowę nowoczesnych turbin, ale przyciągamy do nas zagranicznych inwestorów. Czyżby nadchodziła nowa ekologiczna era?

Już niedługo Polska przestanie kojarzyć się z państwem, którego bezpieczeństwo energetyczne oparte jest tylko i wyłącznie na węglu. W naszym kraju powstaje bowiem coraz więcej elektrowni wiatrowych, które sponsorują nie tylko Polacy, ale i zagraniczni inwestorzy. Jak się okazuje mamy wyjątkowo sprzyjające ku temu warunki. Choć dziś ilość energii pozyskiwanej z siły wiatru nie jest jeszcze imponująca, bo wynosi zaledwie 1%, niedługo się to zmieni.

– Polska jest jednym z największych placów budowy jeżeli chodzi o energetykę wiatrową w Europie. Możemy być z tego dumni. Stoją przed nami jednocześnie duże wyzwania. Do 2020 roku 15 proc. energii musi pochodzić z odnawialnych źródeł – mówił Marcin Korolec, minister środowiska, w wystąpieniu na VII Konferencji Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Nie jest tajemnicą, że najwięcej w tym zakresie będziemy pozyskiwali właśnie z elektrowni wiatrowych. Jest to zresztą trend ogólnoeuropejski. Jeden ze scenariuszy rozwoju energetyki na Starym Kontynencie zakłada, że w 2050 r., aż 97% zapotrzebowania na energię elektryczną w Unii Europejskiej będzie pokrywane przez odnawialne źródła energii, w tym 49% przez energetykę wiatrową.

Perspektywy rozwojowe nad Wisłą

Pod koniec 2011 r. mieliśmy w Polsce 1515 instalacji produkujących zieloną energię. Ich łączna moc wyniosła 3082 MW (megawaty). Co ciekawe, połowa jej wartości produkowana jest właśnie przez elektrownie wiatrowe, których mamy prawie 500 (dane Urzędu Regulacji Energetyki). Tempo przyrostu mocy farm wiatrowych wyniosło tym samym 52%. Na tym nie koniec dobrych wiadomości. Raport Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych („Energetyka wiatrowa w Polsce”) potwierdził, że jest to jedna z najszybciej rozwijających się branż w naszej gospodarce. Z wynikiem 1480 MW wytwarzanych przez elektrownie wiatrowe plasujemy się na siódmym miejscu w Unii Europejskiej.

Pod względem warunków klimatycznych mamy powody do zadowolenia, Polska leży bowiem w strefie dobrej i bardzo dobrej wietrzności. Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że inne kraje nam tego zazdroszczą. Na początek rozpoczęto inwestycje sięgające 8 mld złotych, których celem jest podwojenie mocy wytwarzanej przez popularne wiatraki. Do 2013 r. ma to być 3000 MW. Gra jest warta świeczki, choć nie jest tajemnicą, że bez wsparcia unijnych pieniędzy trudno byłoby te przedsięwzięcie zrealizować (koszt 1 MW mocy to około 6 mln złotych).

Choć najlepsze warunki do inwestowania w elektrownie wiatrowe są na Pomorzu i Suwalszczyźnie, powstają one w całym kraju, a rządowe plany obejmują zwiększenie inwestycji również na Morzu Bałtyckim. Opłacalność inwestycji zależy jednak od lokalizacji, bo jak wiemy, im bardziej wieje tym bardziej wydajna elektrownia.

Największymi inwestorami w energetyce wiatrowej są u nas Portugalczycy (Electricite de Portugal), którzy wpompowali w nasz rynek ponad 1 mld złotych oraz Hiszpanie (Iberdrola Renewables). Nie tylko oni jednak chcą zarobić na polskim wietrze. Elektrownie wiatrowe finansują także Duńczycy (Dong Energy) i Niemcy (E.On, Enertrag, RWE). Niemiecki Enertrag realizuje zresztą budowę największej farmy wiatrowej nad Odrą, będącej w stanie wytworzyć moc 500 MW.

Jak zamienić wiatr w prąd?

Przy niepewnej przyszłości cen i zasobów surowców mineralnych, a także sporej niechęci do elektrowni atomowych jaka wzmaga się w europejskiej społeczności (zwłaszcza po Fukushimie), inwestycja w energetykę wiatrową, zdaje się być naturalnym porządkiem rzeczy. Wielu pewnie zastanawia się, w jaki sposób przetwarza się energię wiatru na prąd? Otóż kiedy wiatr porusza wielkimi łopatami turbiny, powoduje ruch obrotowy wirnika. Wirnik przekazuje energię mechaniczną do przekładni, w której z kolei następuje wzrost prędkości obrotowej energii przekazywanej na generator. Dopiero wówczas generator przetwarza energię mechaniczną na elektryczną.

Ilość wyprodukowanej mocy zależy oczywiście od rozmiarów elektrowni wiatrowych i ich wysokości. Wirnik turbiny o średnicy 50 m pozwala uzyskać 1 MW mocy. Ile to jest? Wystarczy do zasilenia małej fabryki lub 300-500 gospodarstw domowych. Wiążą się z tym niemałe nakłady, bo na wybudowanie 1 MW mocy w farmach wiatrowych trzeba wydać 6 mln złotych (zdecydowana większość to koszty turbiny). Według raportu Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, inwestycja zwraca się średnio po 9 latach, jednak jeśli wiatrak ustawimy w wyjątkowo wietrznym miejscu, zwrot kosztów możliwy jest już po 5 latach. Dla wielu przedsiębiorców jest to zbyt wysoka cena w stosunku do czasu, w którym instalacja zacznie na siebie zarabiać. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że żywotność turbiny wiatrowej wynosi 15-25 lat.

W związku z tym firmy nieustannie prześcigają się w unowocześnianiu technologicznych rozwiązań. Budują większe turbiny i wyższe instalacje. Te największe, mogące wyprodukować 3 MW, sięgają już 140 metrów wysokości, podczas gdy przeciętna ich wysokość wynosi 100 metrów. Do tego dochodzą zielone certyfikaty, czyli unijne dopłaty, które stanowią nawet dwie trzecie zysków z elektrowni.

To, że wiatr delikatnie kręci łopatami turbiny nie oznacza jeszcze, że warto od razu stawiać tam elektrownię wiatrową. A co w przypadku kiedy nie wieje? Najprościej mówiąc nie ma energii. Niestety, ale możliwości jej magazynowania są znikome i minie jeszcze sporo czasu zanim coś się w tej kwestii zmieni. Można co prawda zwiększyć liczbę łopat, co poprawi wydajność. Nie warto jednak w takim miejscu zwiększać ich wielkości, bo przy słabym wietrze spali się generator. Jako średnią siłę wiatru w miejscu instalacji przyjmuje się 5 m/s. Przy małych prędkościach wiatru, inwestycja jest po prostu wątpliwa ekonomicznie.

Diabeł tkwi w szczegółach

Pozyskiwaniu energii z odnawialnych źródeł, a zwłaszcza z elektrowni wiatrowych, towarzyszą również aspekty kontrowersje. A przynajmniej za takie były uznawane wcześniej, bo opierają się głównie na stereotypach. Możne je sklasyfikować w trzech grupach.

Pierwsza z nich dotyczy biurokracji, która często skutecznie zniechęca do inwestowania w elektrownie wiatrowe. Ograniczenia infrastrukturalne wynikające ze złego stanu sieci energetycznej to jedno, ale kłody pod nogi rzucane przez aparat urzędniczy to zupełnie co innego. Szacuje się, że same wydatki dotyczące uzyskania pozwolenia na budowę elektrowni wiatrowej często stanowią nawet 25% kosztów ogólnej inwestycji. Nie wspominając już o tym, że możliwości kredytowe na ten cel były ograniczone. Dziś sytuacja zdaje się być lepsza. Zmieniają się przepisy, a banki znalazły dla siebie szansę dodatkowego zarobku.

Pozostają jeszcze protesty społeczne, które możemy sklasyfikować jako druga grupa. Głównym problemem jest rzekomy hałas jakie wydają wiatraki. Niestety, często na jego temat najwięcej mają do powiedzenie osoby, które w życiu nie mieszkały w pobliżu elektrowni wiatrowej. Najnowsze badania Millward Brown SMG/KRC wskazują, że mieszkańcy okolic, w których wybudowane są farmy wiatrowe, są pozytywnie nastawieni do tego rodzaju inwestycji (63% mieszkańców nie odczuwa hałasu turbin). Wszelkiego rodzaju infradźwięki mogą emitować elektrownie bardzo starego typu. Najnowsze konstrukcje nie mają tego problemu. Do tego dochodzi polskie prawo, które dba o mieszkańców w tym względzie. Bezpieczna, tzn. nieinwazyjna, odległość wiatraków od zabudowań mieszkalnych powinna wynosić co najmniej 450-600 metrów.

I wreszcie trzecia sprawa – ochrona środowiska, a zwłaszcza ptaków i nietoperzy, które rzekomo giną zmasakrowane przez łopaty wiatraków. Fakt, przez Polskę biegną ważne trasy migracyjne ptaków (choćby wzdłuż wybrzeża Bałtyku, Wisły, Odry, czy Noteci). Czy jednak rzeczywiście jest to dla nich zagrożenie, jak straszą ekolodzy? Najlepiej wyjaśnił to prof. Przemysław Busse ze Stacji Badania Wędrówek Ptaków Uniwersytetu Gdańskiego, podczas konferencji „Poziom akceptacji dla budowy farm wiatrowych”.

– Fakt kolizji ptaków z turbinami wiatrowymi na większą skalę rzeczywiście miał miejsce. Jednak tego typu zdarzenia zachodziły w farmach wiatrowych budowanych około 20 lat temu. Pierwsze farmy wiatrowe składały się z niskich turbin, które obracały się bardzo szybko. Ponadto stawiane były w niewielkiej odległości od siebie. Te nietrafione, źle postawione farmy wiatrowe, wybudowane według starej technologii wpłynęły na złą opinię elektrowniom wiatrowym w ogóle – mówił profesor.

Autor: Kamil Nadolski

To tylko fragment tekstu opublikowanego w serwisie Onet Technowinki 19.06.2012 roku. Cały artykuł dostępny jest na stronie internetowej serwisu.