Wiatr na Bałtyku w cenie

onettechnowinki

Morska energetyka wiatrowa to kolejny sektor odnawialnych źródeł energii, na którym możemy się nieźle wzbogacić. Niestety, podobnie jak w przypadku farm lądowych, problemem są niejednolite i niesprecyzowane przepisy, które odstraszają inwestorów.

Jeśli spełni się optymistyczny scenariusz za dziesięć na lat na Morzu Bałtyckim zaroi się od morskich farm wiatrowych. Nic dziwnego, eksperci zapewniają, że morska energetyka wiatrowa to przyszłość europejskiego sektora odnawialnych źródeł energii. Budowanie turbin na morzu ma bowiem kilka podstawowych zalet. Zacznijmy od tego, że nie są ograniczone przestrzenią, co w przypadku raczej gęsto zagospodarowanych terenów na lądzie nie pozostaje bez znaczenia. W jednym miejscu da się postawić obok siebie kilkadziesiąt, a nawet kilkaset siłowni i nikomu nie będzie to przeszkadzało. Poza tym budzą mniej kontrowersji pod względem ochrony środowiska i ich wpływu na życie mieszkańców, nie wspominając już o tym, że są znacznie wydajniejsze. Na morzu po prostu bardziej wieje.

Z roku na rok zauważalny jest przy tym rozwój technologii offshore. Podczas gdy na lądzie największe 140-metrowe konstrukcje, są w stanie wyprodukować 3 MW mocy, instalacje morskie generują średnio 5-6 MW. W najbliższych kilku latach spodziewane są moce jednostkowe rzędu 7 MW, a z czasem nawet 10-15 MW. Weźmy do tego całą farmę turbin wiatrowych, jak choćby tę budowaną obecnie na Morzu Irlandzkim, która ma liczyć ponad 100 jednostek i generować łącznie ponad 600 MW. Według wyliczeń taka moc pozwoli na zasilenie ok. 160 tys. gospodarstw domowych.

Wiatr na Bałtyku w cenieII, Cywilizacion

Polskie perspektywy rozwojowe

Choć Polska nie posiada jeszcze żadnej turbiny na morzu, wszystko wskazuje na to, że w najbliższych latach się to zmieni. Według szacunków pierwsze instalacje powstaną w naszym kraju około roku 2019-20. Konkretną propozycję prac przygotowali eksperci z Fundacji na rzecz Energetyki Zrównoważonej, którzy opracowali „Program Rozwoju Morskiej Energetyki i Przemysłu Morskiego w Polsce”.

Zakłada on generowanie 1 GW mocy do roku 2020, w 3-4 projektach pilotażowych po ok. 250-300 MW każdy. Druga faza do roku 2025 to 3 GW mocy w 5 projektach po ok. 600 MW. I wreszcie trzecia faza programu, która obejmie 6 GW w 10 projektach po ok. 600 MW. Autorzy programu dowodzą, że rozwój energetyki wiatrowej na polskich obszarach morskich do roku 2030 może wnieść wartość dodaną do polskiej gospodarki w wysokości nawet 81,8 mld zł. Już dziś przygotowywanych jest kilka projektów o wartości przekraczającej 30 mld zł.

To nie wszystko. W oparciu o wyniki analiz porównujących wpływ rozwoju morskich farm wiatrowych na rynek pracy w Wielkiej Brytanii i Niemczech oszacowano, że w przypadku realizacji projektów o mocy 6 GW w fazie inwestycyjnej i operacyjnej, w latach 2012-2030 może zostać stworzonych ok.  24,8 tys. dodatkowych miejsc pracy. W przypadku 3 GW zainstalowanej mocy – ok. 12,4 tys., w przypadku 1 GW – ok. 4,1 tys. Przeważająca większość z wykreowanych miejsc pracy (ok. 85%) będzie związana z przemysłem morskim.

To oczywiście wariant optymistyczny, choć zdaniem ekspertów, realny. Pod warunkiem oczywiście, że uda się szybko rozwiązać problemy legislacyjne. Kluczowy będzie ostateczny kształt ustawy o odnawialnych źródłach energetyki, nad którą pracę zakończyło niedawno Ministerstwo Gospodarki.

Zarobić na morskim wietrze

O tym jak osiągać zyski z morskiej energetyki wiatrowej z pewności wiele do powiedzenia mają Brytyjczycy, którzy na morzu posiadają najwięcej zainstalowanej mocy. Choć dziś jest to 3 GW mocy, do 2020 r. będzie to już 18 GW. Podobny trend ma się rozwijać w całej Unii Europejskiej. Zgodnie z szacunkami w ciągu siedmiu najbliższych lat w całej Wspólnocie będzie 50-90 GW mocy pochodzącej z morskich elektrowni wiatrowych.

Wszystko to w przeszło 22 lata. Pierwsza europejska farma wiatrowa powstała bowiem w 1991 roku, w paśmie duńskiego wybrzeża, w odległości 2,5 kilometra od miejscowości Vindeby. Składała się z jedenastu turbin o mocy 450 kilowatów każda, o łącznej mocy 4,95 MW. Dziś podobnych instalacji na terenie Europy jest już 56.

Już niedługo również Polska ma szansę dołączyć do grona państw czerpiących korzyści z morskiej energetyki wiatrowej. Świadczy o tym nie tylko wspomniany już program rozwoju Fundacji na rzecz Energetyki Zrównoważonej, ale również dane międzynarodowej firmy Ernst&Young. Raport „Morska energetyka wiatrowa – analiza korzyści dla polskiej gospodarki oraz uwarunkowań rozwoju” to kompleksowa publikacja w tym zakresie.

Jako dowód na drzemiący na Bałtyku potencjał autorzy opracowania podają konkretne liczby. Do 2025 r., przy założeniu że do tego czasu powstanie w Polsce 6 GW, korzyści dla PKB wyniosą 73,8 mld zł. Tyle bowiem wyniesie skumulowana wartość dodana z inwestycji w tę branżę. 14,9 mld wpłynie do budżetu z tytułu podatków z czego 2,2 mld przypadnie budżetom samorządowym, a 12,7 budżetowi państwa. Średnioroczne zatrudnienie w sektorze do 2025 roku wyniesie natomiast 31,8 tys. etatów, licząc również zatrudnienie w sektorach, które wspierać będą inwestycje – czytamy.

To nie wszystko. Choć w Polsce nie ma jeszcze żadnej morskiej elektrowni wiatrowej możemy się jednak pochwalić pewnym zapleczem przemysłowym, które oferuje usługi dla zagranicznych farm. Dzięki rozwojowi tego sektora da się zoptymalizować koszty i związane z inwestycjami wydatki. Wiadomo, że jeśli da się coś wyprodukować u siebie, bez konieczności importowania z zagranicy, powinno być taniej. Jak informuje portal MorskieFarmyWiatrowe.pl główne ośrodki produkcyjno-logistyczne powinny powstać w Szczecinie i Świnoujściu, a obsługowo-serwisowe w Darłowie i Ustce. Duża rolę odegrają także ośrodki w Gdyni i Gdańsku w zakresie produkcji komponentów i statków do budowy farm oraz porty w Wejherowie i na Helu, w obsłudze i serwisie.

Ukryty potencjał

Potencjał dostrzegają u nas inwestorzy. Tylko do maja 2013 r. złożono w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej łącznie około 70 wniosków o wydanie pozwoleń na wznoszenie i wykorzystywanie sztucznych wysp, konstrukcji i urządzeń na polskich obszarach morskich dla morskich farm wiatrowych, a liczba wydanych i obowiązujących pozwoleń wynosiła 14. Energetyką wiatrową zainteresowani są u nas nie tylko nasze PGE i Kulczyk Investments, ale także belgijski DEME, czy niemiecki Generpol.

Nie popadajmy jednak w skrajny optymizm. Podczas gdy jedni inwestorzy zacierają ręce na przyszłe zyski, inni poirytowani przeciwnościami wycofują się z krajowego rynku. Wystarczy wspomnieć Portugalczyków i Hiszpanów (EDP Renewables i Iberdrola), którzy zrezygnowali z budowy wiatraków na Bałtyku za blisko 30 mld złotych. Jakby tego było mało ci, co zostali także okazują swoje zniecierpliwienie. – Jeżeli podczas okresu analiz okazałoby się, że projekty nie są opłacalne, to my też nie zainwestujemy – ostrzegał Michał Prażyński, wiceprezes PGE Energia Odnawialna.

Skąd ta nerwowość? Przede wszystkim z braku ustawy o odnawialnych źródłach energii. Choć jej projekt jest już gotowy i czeka na podpis prezydenta, jeszcze jakiś czas to potrwa, a co za tym idzie jej ostateczny kształt może jeszcze ulec zmianie. To przekłada się z kolei na nastroje w branży. – Bez dobrej ustawy banki nie chcą udzielać kredytów. Wszystkie inwestycje w źródła odnawialne zostały wstrzymane. Przedsiębiorcy nie wiedzą, co robić – tak o nastrojach w branży mówi na łamach tygodnika „Wprost” Michał Ćwil, dyrektor Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej.

Trzeba bowiem wiedzieć, że zyski i duża wydajność, które z czasem przyniosą zyski, poprzedzone są wysokimi kosztami inwestycyjnymi, średnio 1,5 – 2 razy droższymi od lądowych (koszt budowy farmy o mocy megawata to 3-3,5 mln euro). Powodem są wyższe koszty transportu, skomplikowana i droga technika montażu, droższe naprawy w razie awarii, konieczność użycia specjalnych farb i powłok ochronnych oraz wodoszczelnych obudów turbin czy spełnienia przez linie przesyłowe rygorystycznych norm – wylicza Wind-Power.pl.

Autor: Kamil Nadolski

To tylko fragment tekstu opublikowanego w serwisie Onet Technowinki 07.2013 roku.